śmieci w lasachPrzyszło mi do głowy, że moje rozmaite kontakty z Czechami pozwalają na zabranie głosu w sprawie, która jednakowo dotyczy mieszkańców wschodniego i zachodniego brzegu Olzy. Co więcej, powszechny wydaje się pogląd, że Polaków i Czechów, nawet tych, których dzieli tylko rzeka, bardzo wiele różni – te kilka zdań chciałbym poświęcić kwestii jak najbardziej wspólnej dla obu nacji. Temat jest tym bardziej aktualny, bo w górach już jesień…

…ale na kilkunastu wycieczkach niewiele wypatrzyłem stubarwnych motyli. Nie sposób za to zliczyć kolorów butelek, puszek, reklamówek, kapsli, opakowań po chipsach, batonach i chusteczkach higienicznych, a nawet, o zgrozo, pieluch, które w niepokojąco rosnących ilościach pojawiają zarówno wzdłuż uczęszczanych szlaków, jak i w głębokich leśnych ostępach. Szczególnie groteskowo wyglądają te pieczołowicie upchnięte między korzeniami drzew albo nabite na sterczące gałęzie. Co kieruje takimi śmieciarzami? Jak to możliwe, że ktoś niby chce usunąć swoje odpadki z pola widzenia, ale nie pomyśli o koszu na parkingu?

Nie mówię po próżnicy. Górski turysta ze mnie taki sobie, ale okoliczne lasy znam nieźle: Moravka, Visalaje, Hrčava, Milikov, Pražmo, Leśnica, Dobka, Czarne, Łabajów, cała Trójwieś – wszędzie tam, gdzie w sezonie jest szansa na prawdziwki, kozaki, kanie i resztę grzybowych specjałów, którymi obdarzają nas Beskidy. Od dobrych kilku lat zawsze zabieramy ze sobą do koszyków pokaźne plastikowe worki i jeszcze nie zdarzyło się, żebyśmy wrócili z pustymi. Śmieci w lasach nie ubywa, a raczej ubywa, ale wciąż przybywa nowych! Dlaczego? Czy zawsze tak było?

Ktoś powie: naturalna kolej rzeczy, jesteśmy po prostu bogatsi, produkujemy więcej, zużywamy więcej i wyrzucamy więcej. Inny zwali wszystko na młodych(starych), miastowych(wieśniaków) i tak dalej. Ktoś wspomni o zbyt wysokich opłatach za wywóz śmieci, ale to osobna sprawa. Znalazłyby się pewnie i inne wytłumaczenia, mniej i bardziej uzasadnione, ja w ramach konwencji felietonu pozwolę sobie zaryzykować złowieszczą tezę: niczego nie szanujemy.

Zachłysnęliśmy się ‚wolnością’, dostępnością i konsumpcją. Wszystko możemy kupić (o ile nas stać, względnie stać na kredyt) i wszystko się nam należy. Możemy ściąć każde drzewo, bo przecież zasadzimy nowe, a poza tym rosło na naszym gruncie i było nasze. Możemy zainwestować w rasowego szczeniaka, bo nic nas nie obchodzą kundle ze schroniska. Nikt nam nie zabroni kiepować za okno podczas jazdy samochodem, przecież ktoś to chyba posprząta, nie?

Taką właśnie ultrawspólną cechę znajduję u pseudoturystów, pseudogrzybiarzy, pseudoleśników i wszystkich innych, którzy paskudzą w beskidzkich lasach, niezależnie czy gaszą pragnienie Tyskim, Tymbarkiem, Kofolą czy Radegastem. Nie znajduję dla nich żadnego usprawiedliwienia, podobnie jak trudno mi wskazać sposoby radzenia sobie z nimi. Skromnie życzyłbym tylko sobie, żeby ‚dobre zmiany’, które dzieją się obecnie, dały się odczuć również na tym polu. Szanujmy!

DobrEgo

Na skróty

O nas

Twitter

ⓒ2017 vifi.pl / Projekt i wykonanie: Marcin Bujok